Tłumacze będą się długo uczyć – wróżba na andrzejki

You are currently viewing Tłumacze będą się długo uczyć – wróżba na andrzejki

Tłumacze będą się długo uczyć – wróżba na andrzejki

Właśnie odebrałam świadectwo ukończenia studiów podyplomowych Interdyscyplinarne Studium Kształcenia Tłumaczy. Organizował je Instytut Lingwistyki Stosowanej UW. Chciałam się pochwalić jaki ze mnie wyedukowany tłumacz więc zamieszczam obok skan. 😉

Ale naszła mnie też refleksja, że wcale niełatwo było te studia ukończyć jednocześnie pracując. Znalezienie czasu i sił było prawdziwym wyzwaniem. A przy tym dobiegam czterdziestki, mam jak w serialu trzydzieści dziewięć i pół, i chyba powinno mi się już nie chcieć. Ponadto gdzieś w sieciach społecznościowych napotkałam wypowiedzi tłumaczy rozważających czy przygotowywanie się do egzaminu na tłumacza przysięgłego ma sens po czterdziestce?

Świadectwo ukończenia studiów podyplomowych w dziedzinie tłumaczeń wydane dla Iza Zawalska tłumacz.

Zabodło mnie to, więc się tu wypowiem. Ja uważam, że nie tylko ma to sens, ale że ciągła nauka, rozwijanie się, dostosowywanie do nowych trendów jest wymogiem tego zawodu bez względu na wiek. Jeśli jesteś tłumaczem, nie przestajesz się przygotowywać, uczyć i dokształcać. Taki twój los.

Wróżka: „Będziesz się długo uczyć”

Zbliżają się andrzejki. Na tę okazję podzielę się andrzejkową historią z młodości. Uważam, że mój obecny tłumaczeniowy zawód przewidziała mi wróżka. Choć nie powiedziała wprost będziesz tłumaczem języków. A było tak…

Poszłyśmy do stoiska wróżki razem z moją najlepszą przyjaciółką. Miałam wtedy jakieś 17 lat, a ona 19. Nie wierzyłyśmy w przepowiadanie przyszłości, ale ciekawość zachęciła nas do kupienia biletu na coś w rodzaju kongresu czarnoksięstwa i magii. Kto nie czytał lub chociaż nie oglądał z wypiekami na twarzy Harrego Pottera niech pierwszy rzuci kamieniem! No więc powodowane ciekawością poszłyśmy do kobiety co stawia tarota, wynegocjowałyśmy wróżbę na pół i zasiadłyśmy do stołu z wróżką. Moja przyjaciółka się dowiedziała, że zostanie fotomodelką (jest farmaceutą jakby nie było, więc sprawdzalność wyszła 50 na 50), a ja, że będę się długo uczyć. Szykowałam się wtedy do matury i na studia, więc pomyślałam, że nie zdam i będę musiała się przygotowywać kolejny rok. Tymczasem ponad dwadzieścia lat później, mając już dyplom filologii rosyjskiej, hebraistyki i świadectwo studiów doktoranckich z literaturoznawstwa, odbieram świadectwo ukończenia studiów podyplomowych z tłumaczenia prawnego i prawniczego. Korci mnie studium podyplomowe z pisemnego tłumaczenia w języku angielskim. I coś czuję, że wiedźma mnie przeklęła, za to, że śmiałam negocjować cenę za wróżbę. Bo co jej szkodziło powiedzieć, że będę bogata…

Tłumacz doświadczony czy wyedukowany?

Mówiąc jednak poważnie warto rozważyć, czy uczenie się jest rzeczywiście wartością dodaną dla tłumacza. Jak by nie było studia podyplomowe to nie jest mały wydatek. Jakie zatem jest znaczenie certyfikatów i formalnych kwalifikacji w branży tłumaczeniowej? Czy klient nie woli doświadczonego tłumacza, zamiast tłumacza z dyplomem?

Bez wątpienia doświadczeni tłumacze mają za sobą realne zlecenia, co oznacza, że wiedzą, jak rozwiązywać problemy tłumaczeniowe w praktyce, a nie tylko teoretycznie. Lepiej rozumieją specyfikę rynku i oczekiwania klientów, co pozwala im lepiej dostosować się do wymagań projektów. Dzięki wieloletniej pracy, tłumacz nabiera wprawy, co przekłada się na szybsze i bardziej efektywne realizowanie zleceń bez uszczerbku dla jakości.

Plusy edukacji

Jest jednak także druga strona medalu. Wykształcenie dostarcza wiedzy o technikaliach. A także zasadach gramatycznych i stylistycznych, które są kluczowe do precyzyjnego przekładania tekstów. Tłumacze z formalnym wykształceniem często zdobywają wiedzę w zakresie określonych dziedzin (np. prawo, medycyna). Co ułatwia im tłumaczenie specjalistycznych tekstów. Ja zdobyłam dzięki studiom wiedzę na temat tłumaczeń prawniczych, podstawową wiedzę o prawie polskim i rosyjskim. Mam wyobrażenie jak wygląda ekwiwalencja terminów w tych systemach prawnych i jej ograniczenia. Wiem czym różnią się te systemy i gdzie klient może mieć wynikające z tych różnic trudności ze zrozumieniem. Mam przy tym poczucie, że bez profesjonalnej pomocy nie byłabym w stanie tym zagadnieniom sprostać.

Ponadto programy studiów tłumaczeniowych uczą standardów branżowych oraz etyki zawodowej, co może wpływać na bardziej profesjonalne podejście do pracy. Na studiach zwraca się uwagę na kwestie praw tłumacza do godnych warunków pracy. Tu się dowiadujesz, że tłumacz ma prawo do ustalenia czego tłumaczenie dotyczy. Do zajęcia dogodnego miejsca zapewniającego słyszalność w trakcie tłumaczenia ustnego. Ma prawo żądać wsparcia w postaci drugiego tłumacza na zamianę, jeśli tłumaczenie ma być wielogodzinne. Może też dokonać ustaleń wstępnych z klientami, które ułatwią sam proces tłumaczenia. Dowiaduje się, jak takie ustalenia mogą wyglądać. Studia uzbrajają cię w bagaż dobrych praktyk w zawodzie. Bez tej wiedzy na wstępie zdobywałbyś ją w trudzie i brudzie, w znoju, w pocie czoła i w bólach pierwszych porażek.

Czy zatem warto się uczyć zawodu tłumacza?

Patrząc od strony klienta wybór profesjonalnego tłumacza może opierać się na różnych kryteriach. Zarówno wykształcenie tłumaczeniowe, jak i doświadczenie mają swoje zalety. Wydaje się jednak, że tłumaczenie jest procesem na tyle złożonym i obwarowanym różnego rodzaju obostrzeniami, w tym prawnymi, że jednak bez nauki na każdym etapie drogi zawodowej naturszczykowi byłoby po prostu dużo ciężej. Jesteśmy na to skazani. Przecież nawet sztuczna inteligencja, która próbuje wygryźć nas z zawodu, ciągle musi się uczyć.

Stoję zatem na stanowisku, że warto, nie zamierzam oglądać się na metrykę. A jeśli w którymś momencie uznam, że moje wrodzone zdolności do nauki rdzewieją, rozważę suplementację miłorzębem.