Zacznę chwalipostowo – brałam udział w kursie TEXTEM „Transkrypcja i transliteracja cyrylicy na język polski”. Jestem zadowolona. Kurs uświadomił mi, że jeszcze muszę przećwiczyć i przemyśleć wiele kwestii. Dla niewtajemniczonych zagadnienie to może wydawać się błahe. Przekładanie literek/dźwięków w jednym języku na literki/dźwięki w innym – proshche prostogo. 😉 Tymczasem transliteracja i transkrypcją są właśnie tym momentem pracy tłumaczeniowej, który ją istotnie komplikuje. Już wstępnie trzeba mieć świadomość wielu problemów, by prawidłowo przełożyć z cyrylicy imię, nazwisko, nazwę własną, elementy adresu. Trzeba wiedzieć z jakim tekstem/dokumentem mamy do czynienia, jaki jest cel tłumaczenia, do czego klient będzie je wykorzystywał. Szkolenie w tym zakresie jest na prawdę przydatne. Przećwiczenie tych kwestii zanim podpiszemy się pod tłumaczeniem, wydaje się bezcennym doświadczeniem.

Chciałabym się podzielić ogólną wiedzą i swoimi przemyśleniami w tym temacie. Choć przyznaję – nie jestem jeszcze tłumaczem przysięgłym. Trochę uprawnia mnie do tego fakt bycia urzędnikiem, któremu kwestie zapisu danych osobowych z obcych alfabetów nie są całkiem obce.
Transy w tłumaczeniu – co to znaczy i kiedy to stosować?
Zacznę od najbardziej podstawowej kwestii czyli różnicy definicyjnej między transkrypcją i transliteracją. Najprostszymi słowami – transliteracja polega na oddaniu pisowni literowej, zaś transkrypcja na oddaniu wymowy. Tłumacząc wybieramy świadomie jedną z tych metod, biorąc pod uwagę rodzaj tłumaczonych treści. Teksty – nazwijmy je „zwykłymi” – literackie, publicystyczne, naukowe wymagają transkrypcji imion i nazwisk, nazw własnych i geograficznych. Z kolei dane osobowe w dokumentach, które mają być wykorzystane w urzędach, w postępowaniach sądowych i innych, powinny być transliterowane. Zaś elementy adresów i nazwy własne w takich dokumentach – transkrybowane jak w zwykłych tekstach. Od tej ogólnej zasady jest jednak sporo wyjątków.
Na przykład zwyczajowy zapis niektórych nazwisk czy zjawisk odbiega od transkrypcji. A obowiązuje nas ten zwyczajowy. Co oznacza, że tłumacz musi być oczytany i kojarzyć nazwiska i nazwy historyczne. Klasycznym przykładem jest PIERESTROJKA (zainicjowana przez Gorbaczowa przebudowa życia politycznego i gospodarczego ZSRR; za Wielkim słownikiem poprawnej polszczyzny, PWN). Według zasad transkrypcji powinna wyglądać tak – PIERIESTROJKA. Taki zapis byłby jednak błędny, gdyż zwyczajowo przyjęło się pisać jak wyżej. Podobna trudność związana jest z toponimami. Miasta, wsie itp. jeśli nie mają nazwy w języku polskim, powinny być transkrybowane. Ale konia z rzędem temu, kto ogarnia wszystkie nazwy geograficzne świata. Kto się może pochwalić wiedzą, że polska nazwa białoruskiej wsi Ambilewcy (Амбилевцы) to Albinowce? I czasem znalezienie właściwego ekwiwalentu wymaga wielu poszukiwań. Pomocne mogą być Urzędowy wykaz polskich nazw geograficznych świata oraz Słownik nazw geograficznych Jana Grzeni.
Zapis zgodny z dokumentem podróży
Transliteracja w dokumentach powinna się odbywać w oparciu o dokument podróży osoby, której tłumaczenie dotyczy. I to jest opcja dla tłumacza najbezpieczniejsza – spisuje dane (jak mówili w szkole „zżyna na bezczela”) z paszportu. Jeśli nie ma takiego dokumentu, to według ustawodawcy tłumacz powinien opierać się na zasadach transliteracji stosowanych w dokumentach podróży w kraju pochodzenia osoby, której tłumaczenie dotyczy. I tu z cyrylicą zaczyna się kłopot, bo dokumenty zapisane po rosyjsku wydawane są nie tylko w Rosji, ale np. na Ukrainie, Białorusi, w Kazachstanie, Uzbekistanie, Kirgistanie, Tadżykistanie czy Turkmenistanie. I o ile w rosyjskim prawodawstwie istnieje rozporządzenie zawierające jeden do jednego zasady transliteracji danych osobowych do dokumentów podróży (możesz je sprawdzić poniżej), o tyle np. z Białorusią sprawa się komplikuje.
Co do zasady na Białorusi nawet w dokumentach sporządzonych po rosyjsku dane osobowe są transliterowane z białoruskiego wariantu ich zapisu. Niemniej osoba ubiegająca się o dokument ma prawo wskazać z jakiego zapisu życzy sobie mieć transliterowane dane. W jakiej sytuacji to stawia tłumacza w Polsce? Ano w takiej, że bez wglądu w paszport Białorusina tłumacz nie jest w stanie ustalić zapisu danych. A tu przecież nie zawsze chodzi o dane klienta. Czasem o dane jego rodziców, którzy mogą już nie żyć, których dokument podróży zaginął, bądź nigdy go nie posiadali.
Zapis zgodny z oświadczeniem klienta
W takich wypadkach tłumacze zapisują dane zgodnie z oświadczeniem klienta. Nie jest to rozwiązanie idealne. I choć stosowane jest zwykle w sytuacji bez wyjścia, może prowadzić do komplikacji prawnych. Wyobraźmy sobie, że do Polski z Białorusi migruje dwóch braci. Każdy z nich oświadcza tłumaczowi do tłumaczenia odpisu aktu urodzenia inny zapis imienia matki, która nie żyje. A jej paszport się nie zachował. Jeden pamięta, że transliterowano jej imię z rosyjska – Tatiana, drugi, że z białoruska – Tatsiana. Żaden nie próbuje oszukać, ale pamięć jest zawodna. Tłumacz zaznacza wprawdzie, że imię matki zapisano zgodnie z oświadczeniem klienta. Ale kiedy odpisy aktu urodzenia braci będą potrzebne w sądzie, to takie dokumenty z różną transliteracją mogą być dla sądu wskazaniem, że bracia mieli różne matki. Nietrudno zgadnąć jak by to mogło skomplikować np. postępowanie spadkowe.
Dlaczego jeszcze to jest ważne – ryzyka dla klienta
Sami cudzoziemcy często nie zdają sobie sprawy, jak dalekosiężne skutki może mieć błędny zapis danych osobowych w tłumaczeniu dokumentów, które przedkładają w urzędach. Mogą się pojawić problemy z uznaniem tożsamości. Jeżeli zapis danych w dokumencie złożonym u pracodawcy, na uczelni czy w banku różni się od tego w paszporcie, może to być przyczyną opóźnienia procedury. Konieczne jest wówczas składanie dodatkowych wyjaśnień. Czasem urzędnik odmawia przyjęcia takiego dokumentu. Nie tylko urzędy, ale również banki są niezwykle skrupulatne przy sprawdzaniu danych osobowych. Niezgodność zapisu danych może być przyczyną trudności przy otwieraniu konta, uzyskiwaniu kredytu czy odbieraniu przekazów pieniężnych. Jeśli błędna transliteracja dotyczy dokumentów składanych w USC, może powodować trudności przy próbach rejestracji urodzin, ślubów czy zgonów. Przykładowo, jeśli kobieta rejestruje narodziny dziecka w urzędzie, i załącza tłumaczenie oświadczenia o uznaniu ojcostwa, w którym nazwisko jest zapisane inaczej niż w paszporcie, może to skutkować żmudnymi procedurami wyjaśniającymi. Podobne błędy przy tłumaczeniu dokumentów poświadczających wykształcenie mogą utrudnić aplikowanie na zagraniczne uczelnie.
W celu zapobieżenia skutkom takich błędów czasem konieczne jest wszczynanie postępowań o zmianę danych osobowych.
Ryzyka dla tłumacza
Głównym ryzykiem dla tłumacza jest odpowiedzialność finansowa, którą może ponosić z powodu błędnej transliteracji danych tak samo jak za błędne tłumaczenie. Warto jednak wspomnieć także o ryzyku oszustw i nadużyć ze strony klientów.
Tłumaczu miej na uwadze, że nieuczciwy klient może próbować wymusić na tobie zapis danych osobowych odmienny od wynikającego z przepisów, na przykład w celu posłużenia się nową tożsamością, ukrycia kryminalnej przeszłości czy utrudnienia egzekucji długów. Dla stworzenia takiego alter ego kluczowe znaczenie będzie miała różnica w zapisie choćby jednej literki. Może to skutkować problemami z odpowiedzialnością karną również dla samego tłumacza. Dlatego warto trzymać się zasad transliteracji. W uwagach tłumacza należałoby zawierać numer dokumentu, z którego spisano dane. Opłaca się również zawierać uwagę o zapisie danych według oświadczenia klienta, jeżeli nie ma możliwości wglądu w dokument podróży. Tak, żeby nikt nam nie zarzucił, że ułatwiamy fałszowanie dokumentów.
Nawet drobny błąd w transliteracji może mieć poważne konsekwencje. Może powodować opóźnienia, stres i dodatkowe koszty, a w relacji z klientem niepotrzebne zgrzyty i niedomówienia. W literaturze rosyjskiej jest utwór traktujący o konsekwencjach wydawałoby się oczywistej omyłki pisarskiej, która zyskała własne życie. Zaciekawionym polecam „Podporucznika Kiże” Jurija Tynianowa.
Dlatego tak ważne jest, aby tłumacz zwracał szczególną uwagę na poprawną transliterację. Istotna jest także świadomość skutków ewentualnych nadużyć na tym polu. Warto tłumaczyć te zasady klientom, by nie wymuszali na nas zapisu imion rodziców z pamięci. Błędy w transkrypcji choć nie wydają się tak doniosłe w skutkach (może poza błędami w adresie), świadczą źle o tłumaczu i trzeba ich unikać.
